Kampanie medialne i sport jako narzędzia prewencji używania narkotyków oraz HIV/AIDS wśród młodzieży w Odumase-Sunyani, Ghana

No i stało się, to już prawie koniec naszego projektu.

No i stało się, to już prawie koniec naszego projektu. Teraz zostały już prace tylko księgowo – administracyjne.

Boisko wybudowane, będzie miała młodzież z Sunyani gdzie rozładowywać swoją energię. Poniżej kilka zdjęć ukończonego boiska.

Wydarzenie finałowe też już za nami. W tym dniu w szkole Don Bosco wstawiło się prawie 1500 uczniów z wszystkich biorących udział szkół. Był quiz nt. prewencji używania narkotyków i HIV/AIDS, były rozgrywki sportowe, było miejsce, gdzie młodzież mogła zasięgnąć profesjonalnych porad i poddać się testowi na obecność wirusa HIV. Zostały rozdane bardzo atrakcyjne nagrody i niestety wszyscy musieli się, tym razem po raz ostatni, rozejść do domów.

Jednak głosy, które do nas dotarły, zarówno nauczycieli i uczniów, nastrajały nas bardzo optymistycznie. Nasza praca nie poszła na marne. Szkoły chcą kontynuować akcje prewencyjne wśród swoich uczniów, a przy nadarzającej się okazji znowu zorganizujemy coś razem.

Zdjęcia z wielkiej akcji kończącej działania prewencyjne już wkrótce.

Martyna

To już długi czas jak się pojawiła ostatnia notka..

Witam,

To już długi czas jak się pojawiła ostatnia notka. Ale było dużo zamieszania.

Jak pisałam ostatnio jeszcze przygotowywaliśmy się do szkoleń, teraz mamy już je za sobą. Z 15 zaproszonych szkół, zjawiło się 11 (w tym Don Bosco, Ci akurat nie mieli daleko). Byłam szczerze zdziwiona i mile zaskoczona tą odpowiedzią. W czasie pierwszego szkolenia przedstawiliśmy nauczycielom wyniki naszej ankiety przeprowadzonej w szkole. Było widać po ich twarzach, że nie zdawali sobie sprawy z tego, jak wygląda życie ich podopiecznych. Z bardziej zatrważających statystyk, co 30% dziewczyn, czyli 3 na 10 mają za sobą aborcję. A nie mówimy tu o dorosłych kobietach a o dziewczynach w wieku 16-20 lat, uczennic szkół średnich. Dało się łatwo zauważyć, że nauczyciele na serio wzięli sobie idee projektu, co nastrajało nas optymistycznie w perspektywie organizowania działań w szkołach.

No i dotarły do nas nasze wyprodukowane materiały. Koszulki, banery, ulotki, piłki które zostały rozdane szkołą. Byli zaskoczeni prezentami jakie otrzymują i obiecali dobrze je wykorzystać w szkole.

Po drugim szkoleniu, 29 września, nauczyciele zostali zaopatrzeni w większość potrzebnych im narzędzi i „rozesłani” do swoich szkół w celu rozpoczęcia działań prewencyjnych. Początkowo, muszę przyznać, byłam trochę pesymistycznie nastawiona do ich nastawienia i kreatywności, ale po miesiącu, gdy odwiedziliśmy wszystkie szkoły większość zaskoczyła nas rozmachem i pomysłowością. Wszystko co robią ukarze się na przygotowywanym właśnie DVD.

Odwiedziła nas też Kasia, wszechwiedząca pani administrator projektu. Jak ona to wszystko ogarnia, te papiery, rozliczenia… nie mam pojęcia. Ale była, zobaczyła co się dzieje, zmonitorowała i zewaluowała. Mam nadzieję, że wróci tu wkrótce w luźniejszej atmosferze, zobaczyć, że Ghana może być też przyjemnie relaksująca.

No i najważniejsze wydarzenie ostatnich dni, to marsz, który zorganizowaliśmy na ulicach miasta Sunyani. Za NASZ dzień wybraliśmy środę, bo jest to najbardziej zatłoczony dzień w mieście, z racji Wednesday Market, wielkiego targu, na który ściągają ludzie z daleka i z bliska. O godzinie 9:00 pod pocztą zgromadziło się 600 uczniów z 11 szkół biorących udział w projekcie, dwa brass-bandy, kia (lub klatkowóz dla coponiektórych) z głośnikami i DJ, oraz grupa kadetów z szkoły, w celu zapewnienia gładkiego ruchu marszowiczów. Wszyscy ubrani w białe koszulki z prewencyjnymi hasłami na plecach przemaszerowali przez centrum aż dotraliśmy do Jubilee Park, gdzie wikariusz biskupa wygłosił swoje przemówienie, w którym podziękował młodzieży za zaangażowanie a potem w rytmach barassbandowych podskoków młodzież udała się do swoich szkół. Patrząc na to wszystko z boku, chyba wszyscy zamieszani w organizację wykonali kawał dobrej roboty. (:

A przed nami już tylko wydarzenie finałowe 4 grudnia….

Takie tutaj ostatnio zamieszanie..

Takie tutaj ostatnio zamieszanie, że nawet nie m czasu, żeby w końcu wziąć się w garść i skreślić tych kilka słów.

Najpierw to, co zaległe. Wiedeń. Wrzucam kilka zdjęć. Nasza ekipa bardzo zadowolona całą wyprawą, jednak znalazły się też krytyczne oceny owej konferencji. Najbardziej zdziwiło ich to, że swoje miejsce na konferencji znaleźli homoseksualiści, prostytutki walczące o swoje prawa, a dla Kościoła miejsca zabrakło. A przecież ponad 50% ośrodków na całym świecie prowadzonych dla ludzi chorych na AIDS to ośrodki prowadzone przez Kościół. A nie dostał zgody, aby był reprezentowany w Wiedniu.

Ponadto, nasza budowa. Z powodu ulewnych deszczów, które na chwilę przeszkodziły nam w budowie, mamy mały poślizg. Ale teraz już wszystko ruszyło i na tym etapie już nam nawet deszcze nie straszne, więc wszystko idzie do przodu. Już wylewamy płyty, potem tylko ostatnia warstwa wyrównująca, prace wykończeniowe i tadam! Boisko jak się patrzy!

Do szkoleń też przygotowania pełną parą. Odbyła się kolacja dla VIP-ów, na której przedstawiliśmy założenia projektu i poprosiliśmy o honorowy patronat. Uzyskawszy to zaraz uderzyliśmy do szkół, zapraszając ich do współpracy. 23 września pierwsze spotkanie. Na które już teraz Ola z Josephem przygotowują materiały i wykłady.

Freda natomiast bardzo zaangażowała się w zbieranie informacji i statystyk z szpitali i z różnych NGO. Potrzebne nam one będą by powstały nasze raporty nt. sytuacji wśród młodzieży dotyczącej narkotyków i HIV/AIDS. Jak ta sytuacja się mniej więcej kształtuje wiemy już, bo już dawno przeprowadziliśmy ankiety w szkołach średnich na terenie Sunyani.

Co tam jeszcze? Aha, no kampania medialna. Roman świetnie poprowadził szkolenie medialne i teraz już tylko czekać aż młodzi dziennikarze ruszą w teren, aby nakręcić filmiki, napisać reportaże i nagrać materiały radiowe dotyczące narkotyków i HIV/AIDS.

No i ostatnia wiadomość, to ruszyła produkcja materiałów, które mają być wykorzystane później w szkołach. Banery, koszulki, ulotki, piłki.

No i to chyba na tyle, z tego co u nas. Co nowego już wkrótce.

Ponoć w Afryce czas płynie wolno…

18 sierpnia 2010

Ponoć w Afryce czas płynie wolno.  Nie, nie zgadzam się – czas pędzi tu jak szalony. Mam wrażenie, że dopiero co wysiadłam z samolotu, a tu już dwa tygodnie minęły.

Moje pierwsze patrzenie na afrykańską ziemię – lot nad Liberią: cudowne zielone krajobrazy poprzecinane wstęgami rzek, czerwona ziemia, która wyróżnia się  swym krzykliwym kolorem, gdzieniegdzie puste powierzchnie po wyciętym lesie. Coraz niżej, niżej iiii … SĄ! Ludzie – pędzący na motorze chłopcy chcieli zmierzyć się z lądującym w Monrowii samolotem. Wtedy dotarło do mnie, że oto spełnia się moje marzenie. Jestem w Afryce.

Do Akry dotarliśmy ok. 19.30 czasu lokalnego. Uderzające w twarz ciepło oraz mieszanka słodkich zapachów – to pierwsze co pamiętam i pewnie pamiętać będę długo gdyż zarówno temperatura jak i aromaty towarzyszą mi na co dzień.

Jak raz zjechaliśmy do Sunyani dzień przed rozpoczynającymi się właśnie, 2-tygodniowymi obozami wakacyjnymi, w których uczestniczą dzieciaki z miasta oraz małej wioseczki nieopodal o nazwie Adentia. W ramach tzw. Holiday Camps organizowanych w czterech różnych miejscach odbywają się zajęcia z angielskiego, matematyki oraz gry i zabawy integracyjne po południu dla ponad 800 dzieci w przedziale wiekowym od 4 do 16 lat, czyli inaczej pracy jest sporo. Dlatego ponad 100-osobowy sztab ludzi pracuje, nad tym, aby efektywnie spędzić czas. I chwała Im za to bo robią kawał dobrej roboty. Tym bardziej się cieszę, że moje białe ręce mogą się na coś przydać. Nie ukrywam, trochę się spinałam, ale kiedy 3 minuty po wejściu na teren obozu dzieciaki obskoczyły mnie całą,  natychmiast zapomniałam o krążących w mojej głowie obawach – a może będą przestraszone, może zamknięte? Nic z tych rzeczy, dziś śmieję się sama z siebie. Otwartość mieszkańców Sunyani oraz ich radość sprawia, że człowiekowi tu dobrze. I w tym poczuciu otrzymywanego dobra chce się odwdzięczyć, a tu znowu coś cennego otrzyma – uśmiech dziecka, pogodne zapytanie jak się masz? Taki to właśnie wolontariat…

Witam po raz pierwszy

To już kawałek czasu temu, jak zaczęliśmy ten projekt. Jednak mnie trudno było się przestawić z jednych obowiązków na drugie. Przez cały zeszły rok pracowałam na tej samej placówce jako wolontariusz w Don Bosco Boys Home. Dopiero jak chłopaki wyjechali na wakacje, jak wyjechała do Polski Paula (drugi wolontariusz, który tu przez rok ze mną był), poczułam, że coś się skończyło, jakiś rozdział mojego pobytu tutaj został zamknięty, a nowy zostaje otwarty.

Chociaż budowa ruszyła już dawno. W połowie czerwca zaczęliśmy pracę przy szkole nad nowym, wielofunkcyjnym boiskiem, które będzie miało trybuny, oświetlenie i takie full wypas będzie. Na razie miejsce budowy nie przypomina nic a nic tego miejsca, ale jak w końcu skończymy to mam nadzieję, będzie to coś fajnego, z pożytkiem dla szkoły salezjańskiej i okolicznej młodzieży.

Równolegle z budową dzieje się cała masa innych rzeczy. W połowie lipca (po drobnych problemach z wizą) do Polski wraz z księdzem Piotrem Wojnarowskim wyjechała grupa czterech Ghańczyków, którzy razem z nami będą później pracować nad podnoszeniem świadomości nt. HIV/AIDS i narkotyków. Pięć dni spędzili w Wiedniu na międzynarodowej konferencji AIDS 2010, a następnie tydzień w Polsce na spotkaniach z młodzieżą i warsztatach prowadzonych w SWM w Krakowie.

Jeszcze jak Ghańczycy przebywali w Polsce do Ghany przybył Roman, który będzie odpowiedzialny za kampanię medialną naszych działań. A zaraz po nim przyleciała Ola, ogarniająca szkolenia dla nauczycieli i uczniów z szkół średnich regionu.

Teraz, gdy cała ekipa jest już na miejscu możemy dokładnie zaplanować co, jak i najważniejsze kiedy chcemy robić i zacząć działać.

Więcej o naszych działaniach w kolejnych postach a tymczasem podziwiajcie, podziwiajcie…

Pierwsze zdjęcia z budowy boiska w Sunyani

Wśród przyjaciół

Spora dawka informacji o Ghanie i życiu ludzi w tym pięknym kraju, dużo radości, afrykańskie tańce przy dzwiękach bębnów i aukcja ręcznie wykonanych, przywiezionych z Ghany rzeźb i naczyń codziennego użytku – oto czego można było doświadczyć 29 lipca podczas spotkania z naszymi przyjaciółmi z Afryki. O pracy na misjach w Ghanie oraz realizowanym tam wspólnie z SWM projekcie dotyczącym prewencji używania narkotyków i zakażeń HIV/AIDS opowiadał ks. Piotr Wojnarowski, Salezjanin koordynujący wiele dobrych dzieł dla mieszkańców tego kraju.

Partnerzy

Polska Pomoc
Obrazek
ObrazekMartyna Hapeta
ObrazekAleksandra Piszel
ObrazekRoman Sikoń